3xff#0075e0xhx#0035e0xhx#000ae0xhx#6400e0xhx#9100e0xhx#da00e0xhx#e0007bxhx#dd081axhx#e04500xhx#e09600xhx#dce000xhx#8ae000xhx#21e000xhx#00e05dxhx#00e0a0xhx#00b8e0xff2xff❤ SeverusxfxxfxHermiona ❤xfxxfxQuench my desirexfxxfx xff20xff100xff100xff5xff15xff50xff0 Quench my desire: Przesłuchanie

niedziela, 1 września 2013

Przesłuchanie

- Więc dlaczego wybrała pani właśnie tą ścieżkę kariery? Dlaczego praktyki u świętego Munga, panno Granger?

- Ponieważ chcę pomagać, a po ostatnich wydarzeniach wiem, że przydam się tutaj. Co do dalszej kariery... sama nie jestem jeszcze pewna co chciałabym robić, uważam że podejmowanie decyzji na szybko, pod wpływem chwili nie przyniesie niczego dobrego, a praktyki nie zobowiązują. Dodatkowo mogę poszerzyć swoją wiedzę z Magomedycyny, którą w pewnym stopniu już opanowałam, przez co mogę się przydać tutaj do lekkich przypadków jednocześnie ucząc się czegoś więcej – odpowiedziała pewnym głosem dziewczyna z burzą loków na głowie – Liczę, że w późniejszym czasie rozjaśni się przede mną moja przyszła droga, którą będę dalej podążać – po tych słowach skrzywiła się nieznacznie, ponieważ w tym momencie porównała swoją wypowiedź z jedną z pseudo przepowiedni Stukniętej Wieszczki z Hogwartu.

- Dobrze. Jest pani jednak świadoma tego, że zadania, które tutaj pani otrzyma do wykonania nie będą jedynie przyjemne? Eliksir Pieprzowy potrafi podać już nawet trzecioklasista, my potrzebujemy osób, które nie boją się widoku krwi i cierpienia, które podejmą się każdego zadania – powiedziała uzdrowicielka, której w głowie zaczęło się formować rozwiązanie problemu, który do tej pory spędzał jej sen z powiek.

- Oczywiście. Podejmę się wszystkiego – odpowiedziała pewna siebie dziewczyna.
W tym momencie na twarz uzdrowicielki wpłynął szeroki uśmiech. Dziewczyna stwierdziła, że na pewno nie jest to uśmiech, który dodaje jej otuchy i pomimo dotychczasowego opanowania zaczęła się denerwować...


~***~

Tydzień później...

- Oh, nie!
- Nie! Nie, nie, nieee! - w całym szpitalu było słychać przeraźliwie piskliwy głos nowej praktykantki, Hermiony Jane Granger, która właśnie dziś dostała od swojej prowadzącej pierwsze zadanie.

- Nie... nie może to być ktoś inny? Bardziej... no wie pani... DOŚWIADCZONY?! - próbowała jeszcze coś ugrać, jednak decyzja tak naprawdę została podjęta zaraz jak ją przyjęli.

- Niestety Hermiono, wszyscy już mają swoje zadania i zwyczajnie nie mam już nikogo zaufanego, kogo mogłabym tam wysłać, a przecież wiesz, że każdy pacjent jest równie ważny, prawda? - to było wierutne kłamstwo, Poppy dobrze wiedziała, że większość uzdrowicieli właśnie zbija bąki w swoich gabinetach, jednak nikt nie chciał się podjąć zadania, które właśnie zostało postawione przed Hermioną. Jednak coś jej mówiło, że ta dziewczyna sobie poradzi, a tym czymś dokładniej był portret Dumbledore'a który w przebłysku swojej portretowej inteligencji podał jej ten pomysł twierdząc, że z tego może wyjść więcej dobrego niż się wszystkim wydaje.

- Hermiono, zrozum, to bardzo ważne zadanie. Ty jako jedna z niewielu możesz sobie z tym dać radę. W końcu trzeba bardzo uważać. No i nie wolno używać magii, a ty jesteś jedyną osobą w Mungu, która na mugolskich sposobach przeżycia zna się tak dobrze – uzdrowicielka podała ostatni argument licząc, że to wystarczy.

- Dobrze – powiedziała dziewczyna szeptem – zaopiekuję się Severusem Snape'm.



~***~



- Więc twierdzi pan, że był pan szpiegiem? - w komnacie rozległo się pytanie znudzonego urzędnika, który jasno dawał wszystkim do zrozumienia, że w tym momencie wolałby siedzieć z rodziną i zajadać niedzielny obiad niż być tu i przesłuchiwać tego starego śmierciożercę.

- Taaak – odpowiedział nieco zachrypniętym głosem wysoki mężczyzna siedzący w fotelu podzwaniającym łańcuchami.

- I twierdzi pan, że działał z rozkazów Dumbledore'a? Więc dlaczego ministerstwo nic o tym nie wie?

- Pewnie dlatego, że jakby wszyscy wiedzieli to byłbym już najprawdopodobniej martwym szpiegiem? - odpowiedział pytaniem na pytanie osobnik, który powoli zaczynał żałować, że przeżył tą całą śmieszną wojnę.

- Ale to pan zabił Dumbledore'a. Czyż nie? - padło kolejne pytanie.
- Tak, ja.

- Dlaczego?

- Zadawał zbyt wiele głupich pytań – padła sarkastyczna odpowiedź, jednak po chwili mężczyzna się zreflektował i opowiedział całą historię o tym jak były dyrektor Hogwartu i tak lada dzień miał umrzeć, a także jego plan, w którym dokonując tego morderstwa miał udowodnić Voldemortowi swoją wierność i gotowość do wypełnienia każdej misji.

- Dobrze, przejdźmy dalej. Jak pan wyjaśni fakt, że powinien być pan martwy?

- Tłumaczyłem już wiele razy, że nie mam pojęcia dlaczego jeszcze muszę cierpieć na tym cholernym świecie! - zdenerwował się przesłuchiwany – Uzdrowiciele podejrzewają, że jad Nagini, przez tyle czasu wykorzystywany przez Czarnego Pana do utrzymania się przy życiu został w jakiś sposób wyczerpany z któregoś morderczego składnika. Po śmierci Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać ocknąłem się we wrzeszczącej chacie i pomimo dużego upływu krwi zdołałem się aportować w Mungu, gdzie pomimo mojej przeszłości Uzdrowiciele stanęli na wysokości zadania aby mnie uleczyć. Jednak jak panu zapewne wiadomo nie udało się całkowicie zniwelować skutków ukąszenia mnie przez Nagini, przez co nie wolno mi używać czarów. A także osoby w moim otoczeniu uprawiający magię narażają mnie na śmierć. Z tego co wiem chwilowo nie ma na to antidotum, chociaż zespół Uzdrowicieli już nad tym pracuje.

- Rozumiem. Może pan wrócić do swojego domu, po skonsultowaniu się z obrazem Dumbledore'a i potwierdzeniu bądź też zaprzeczeniu pańskiej wersji skontaktujemy się z panem i podejmiemy dalsze kroki w zależności od wyniku. Do tej pory jednak prosiłbym bardzo aby pan nie opuszczał kraju. - Po tych słowach mężczyzna zamknął akta i wstał zbierając się do wyjścia.

Severus Snape, bo to właśnie on był przesłuchiwanym śmierciożercą, ruszył do wyjścia powiewając za sobą swoimi obszernymi szatami. Wszystko o czym powiedział było prawdą, gdy Nagini go ukąsiła był już pewien, że w końcu zakończy się jego żałosne życie. Przyjąłby śmierć z otwartymi ramionami, jednak w pewnym momencie ocknął się jakby z długiego snu, cały obolały i brudny od własnej krwi. Po raz ostatni skupił się na tyle aby przenieść się do szpitala narażając się tym samym na Azkaban zaraz po odzyskaniu zdrowia, jednak uzdrowiciele nie patrzyli na jego przeszłość, zrobili co mogli, a w tym czasie ten przeklęty Potter wstawił się za nim do ministerstwa, co jednak nie było wystarczające i teraz czekało go jeszcze wiele takich wypraw w okolice Ministerstwa Magii na przesłuchania. Z oczywistych powodów nie mogły się one oczywiście odbywać w miejscu, w którym przebywali czarodzieje inaczej szybko pożegnałby się z życiem, jednak urzędnicy zrobili wszystko aby mimo to że było pewne po której jest stronie, nie czuł się komfortowo podczas przesłuchiwań, aby wiedział, że dla nich jest już skreślony.
Prychnął z pogardą. Dobrze wiedział, że nikt mu nigdy nie zaufa. Przeklęty Dumbledore. Przeklęty Potter. Przeklęty Voldemort, który nie potrafił nawet go zabić.
Nie cierpiał podróżowania mugolskimi środkami transportu, ponieważ nie były one ani wygodne, ani szybkie. Tłum ludzi napierający na niego, wszystkie nieprzyjemne zapachy dochodzące do jego wrażliwego nosa Mistrza Eliksirów przyprawiały go o mdłości.

Gdy dotarł na Spinner's End zauważył, że coś jest nie tak. Ktoś był u niego w domu. Nie mógł tego wyczuć, ponieważ jego magiczne bariery musiały zostać zdjęte, aby mógł tam mieszkać, jednak wciąż był byłym szpiegiem. Szpiegiem, który nigdy nie został przyłapany, jego wszystkie zmysły wciąż były wyostrzone, a on sam pozostał niepewny i ostrożny. Zaczął się skradać w stronę znienawidzonego domu w mugolskiej dzielnicy mając świadomość, że ktokolwiek to był miał nad nim i tak przewagę. Nie miał różdżki, a nawet jeśliby ją miał to na niewiele by mu się zdała, ponieważ przy najprostszym expeliarmusie w jego organizmie nastąpiłby taki wybuch, który zmiótłby go z powierzchni ziemi. Wszedł jednak ostrożnie do domu nasłuchując, aż natknął się na kobietę, której szczerze powiedziawszy miał już serdecznie dość...

- Poppy, czy ty chcesz żebym cię zabił?! - wykrzyknął wkurzony, że kobieta znów go nachodzi, a jeszcze większej furii dostał gdy tamta zaczęła się śmiać i pogłaskała go po policzku. NIKT NA ŚMIERDZĄCE SKARPETY SALAZARA NIE MIAŁ PRAWA GO DOTYKAĆ, A CO DOPIERO GŁASKAĆ PO POLICZKU JAK JAKIEGOŚ GRZECZNEGO PSIAKA!
- Severusie, a niby w jaki sposób chciałeś mnie zabić? Rzucając krzywe spojrzenia?

Mężczyzna stwierdził, że najlepiej będzie gdy całą sprawę przemilczy w oczekiwaniu na wyjaśnienia, co ta nawiedzona staruszka tu robi.

- No już, już. Milczeniem też mnie nie zabijesz. Jak wiesz nie możesz używać magii – mężczyzna podsumował tą błyskotliwą uwagę jedynie prychnięciem – a z tego co się zorientowałam nie specjalnie jesteś zorientowany w nowinkach mugolskich więc postanowiłam ci kogoś przysłać do pomocy – wyrzuciła kobieta jednym tchem, jakby to, że powie to szybko miało zapobiec jego wybuchowi.
- Ty chyba jesteś stuknięta.
- Severusie nie bądź jak dziecko. Wszyscy wiemy, że potrzebujesz opieki, przynajmniej na razie. Masz magicznie osłabioną odporność, a nie oszukujmy się, w tym mieszkaniu masz taki burdel, że jedynie alfonsa brakuje. Sam nie posprzątasz, ponieważ nie jesteś jeszcze na siłach,a najmniejszy pyłek może doprowadzić do paskudnego choróbska, z którego możesz już nie wyjść. Poza tym... musisz coś jeść, ktoś musi cię przypilnować żebyś brał leki... i przede wszystkim potrzebujesz towarzystwa ty stary, uparty ośle! - krzyknęła widząc, jak ten próbuje zaprzeczyć wszystkim jej argumentom.
- Ja bym wolał nietoperza.
- Co proszę? - spojrzała na niego niepewnie, szykując się do sprawdzenia czy aby jej koledze nie podskoczyła temperatura.
- Nietoperz, takie latające zwierzątko. Mroczne. W mugolskich opowiadaniach zamienia się w wampiry. Czy tam na odwrót – odpowiedział poważnie, a uzdrowicielka dopiero w tym momencie zorientowała się, że on żartuje. Chyba pierwszy jego żarcik odkąd się znali. Zachichotała po czym złapała płaszcz i zawahała się przy wyjściu jakby oczekując na jego pytanie.
- Kto?
Kobieta przełknęła ślinę i wyrzuciła z siebie szybko odpowiedź – Hermiona Granger – i opuściła czym prędzej dom Severusa.

W miejscu w którym jeszcze przed chwilą była jej głowa rozbił się dzbanek z sokiem dyniowym.

3 komentarze:

  1. Na Merlina i Salazara razem wziętych!
    Jesteś genialna, wiesz? Przyrzekam! Bloody genialna! Chyba jeszcze żadne opowiadanie mnie tak nie wciągnęło od pierwszego rozdziału.
    To jest jak miłość! Tak, to jest miłość do Ciebie i Twojego opowiadania od pierwszego wejrzenia!
    "Masz tu taki burdel, że jeszcze alfonsa brakuje" Poppy kocham Cię! <333
    Skarpety Salazara też mnie zabiły :D
    No tak. Biedny Severus. Miał sobie umrzeć i w końcu mieć spokój od kretynów. Miał sobie odpocząć w swoim kochanym burdl...Domku. Aż tu nagle natyka się na Pomfrey, która informuje go, że zajmie się nim ta nieznośna, chodząca encyklopedia zwana Wiem-To-Wszystko która będzie się wszędzie wtrącać, rządzić się i na dodatek straszyć tymi wielkimi zębami.
    No ja mu szczerze współczuję :D
    Kurcze, jesteś po prostu geniuszem!
    Ale już mi pisz nowy rozdział bo Cię obrzucę śmierdzącymi skarpetami Salazara :D
    Pozdrawiam.
    Ech...Trzeba się zbierać do mugolskiej szkoły.
    2 gimbazo, nadchodzę. Trzymaj kciuki, żebym jakoś przeżyła bo wszyscy mnie straszą, że jest trudno ;_;

    OdpowiedzUsuń
  2. Dasz rade, nie jest zle. Chyba :D ciag dalszy juz sie pisze, wczoraj cierpialam na chwilowa bezsennosc spowodowana atakiem weny wiec mysle, ze jak tak dalej pojdzie to najpozniej w srode znow cos bedzie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne! :o
    To się nazywa talent. :D

    OdpowiedzUsuń