3xff#0075e0xhx#0035e0xhx#000ae0xhx#6400e0xhx#9100e0xhx#da00e0xhx#e0007bxhx#dd081axhx#e04500xhx#e09600xhx#dce000xhx#8ae000xhx#21e000xhx#00e05dxhx#00e0a0xhx#00b8e0xff2xff❤ SeverusxfxxfxHermiona ❤xfxxfxQuench my desirexfxxfx xff20xff100xff100xff5xff15xff50xff0 Quench my desire: Magiczne dowcipy.

Magiczne dowcipy.

Magiczne dowcipy - czyli z przymrużeniem oka, na odstresowanie po ciężkim dniu, bo jak wiadomo rozrywka się przyda, a i pomysły do głowy przychodzą nie mądre jak człowiek zmęczony, a szkoda zgubić niektóre, bo mogą się w przyszłości okazać perełkami :)))

                                                                                                                                  




Dormitorium zalało słońce. Przetarłam zaspane oczy i spojrzałam na kalendarz. Tak, to już dziś. To właśnie ten dzień. Oto właśnie ja, starsza o kolejny rok. Wyskoczyłam z łóżka z nogami zaplątanymi w kołdrę, co skutkowało spotkaniem trzeciego stopnia z podłogą, czego moja twarz nie zapomni przez najbliższy tydzień. Gdy już przestałam popisywać się przed nowym dniem swoją gracją i stanęłam jak człowiek na dwóch nogach, rzuciłam się w stronę łazienki aby dopaść w swoje ręce lustro, które jak podejrzewałam, od dzisiaj miało być moim wrogiem numer jeden. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy spoglądając na swoje rozczochrane oblicze w tafli ujrzałam siebie samą taką jak dzień wcześniej, 26 marca. Ani jednej dodatkowej zmarszczki. Włosy też wciąż mają swój naturalny kolor, a przynajmniej na odrostach jakich świat jeszcze nie widział. Siwego włosa nie znalazłam ani jednego pomimo dość dokładnych oględzin. Podskakując z radości, że to jednak jeszcze nie ten dzień, w którym moja młodość miała mi zostać odebrana wyskoczyłam z łazienki aby zebrać rzeczy i iść się przygotować do rozpoczęcia kolejnego, radosnego dnia. Miałam przy okazji cichą nadzieję, że nikt nie pamięta o tym dniu, nie będzie wylewnych życzeń, podczas których nigdy nie wiedziałam co ze sobą zrobić, żadnego sto lat podczas którego już od najmłodszych lat płakałam, co starsi członkowie rodziny uznawali za wyraz wzruszenia podczas gdy była to po prostu żałosna pieśń do niebios o zagłuszenie tego wycia jak do księżyca. Nigdy nie rozumiałam tego urodzinowego szału, na który wszyscy tak wyczekiwali, obojętne czy to były ich urodziny czy nie. Ja miałam jeden rytuał tego dnia polegający właśnie na zgrabnym, jak na damę przystało, wyskoczeniu z łóżka i policzeniu nowych zmarszczek. Gdy już byłam gotowa do wyjścia, uderzyła we mnie cisza jaka mnie otaczała. W każdy zwykły i nie zwykły dzień wszędzie dało się słyszeć wrzaski i piski. Szczekanie przemyconych psów, miauczenie kotów oraz pohukiwanie sów. Tym razem było cicho, co mnie nieco zaniepokoiło. Ostrożnie uchyliłam drzwi dormitorium, szykując się na odparcie ataku nieprzyjaciela różdżką, choćbym ją miała wsadzić mu w oko, bo cóż więcej mogłam zrobić? A Drops mówił żebyśmy uważali na zajęciach Obrony. Gdy atak nie nastąpił i upewniłam się, że mogę spokojnie wyjść nie obawiając się o swoje życie, zrobiłam to będąc jednak wciąż czujna i ostrożna. Po przejściu kilku kroków się zaczęło. Usłyszałam szuranie papuci po Gryfońskim dywanie, a następnie spowiła mnie ciemność. Moje zmysły krzyczały, że właśnie ziemia usunęła mi się spod nóg, ktoś mnie przewiesił sobie przez ramię i gdzieś niesie. Pomyślałam sobie „Na śmierdzące skarpety Salazara, porwali mnie!”, lecz z mojego gardła nie wydostał się nawet najmniejszy pisk rozpaczy, wolałam nie drażnić porywacza jeszcze bardziej. W końcu kto wie, co go podnieca? Jeszcze po drodze nie wytrzyma i skrzywdzi taką niewinną dziewoję jak ja?!
Nie jestem w stanie powiedzieć, tudzież napisać ile trwała moja szalona przejażdżka na czyimś ramieniu, ponieważ w pewnym momencie mi się po prostu przysnęło, jednak gdy już mój szalony porywacz postanowił mnie postawić na ziemi, moja gracja znów się odezwała i wylądowałam mało zgrabnie na tyłku, tłukąc go boleśnie. Wciąż mając są sobie wielki wór, nie zwróciłam uwagi, że wokół jest ciemno, tak więc podejrzenie tego gdzie jestem doszło do mnie dopiero gdy poczułam na skórze chłód, a do moich nozdrzy doleciał zapach charakterystyczny dla lochów. I w tym momencie, gdy normalna kobieta w opresji zlałaby się w gacie ze strachu, tak ja zaczęłam się chichrać jak nastolatka, która pierwszy raz w życiu zobaczyła klatę dorosłego mężczyzny. Wiedziałam już co jest grane, a przynajmniej podejrzewałam. Chociaż bardziej podziałała chyba moja niewyżyta wyobraźnia, która podsuwała mi milion nieprzyzwoitych wizji z Tłustowłosym Dupkiem w roli głównej. Ujrzałam tańczącego Snape'a na rurze, z różą w zębach i stówkami za gumką od slipek. Bogowie, cóż ta moja wyobraźnia wyczyniała w tym momencie!
Chwilę po tym jak moje mięśnie się rozluźniły po rozpoznaniu ukochanego terenu, ktoś brutalnie przerwał moje Nietoperzowe fantazje zrywając mi wór z głowy. Gdy moje oczy ujrzały przede mną Bertę, z ust wydostał się cichy jęk zawodu. Nie chcąc jednak urazić przyjaciółki uśmiechnęłam się do niej delikatnie, oczami jednak ciskając w nią piorunami, co nie uszło jej uwadze. Uśmiechnęła się do mnie jednak tajemniczo i wskazując na róg pomieszczenia wyszeptała:
-Wszystkiego najlepszego, podziękujesz mi później – i tyle ją widziałam. Zwiała menda. Jednak to na co spoglądały moje wygłodniałe oczy nie pozwalało mi długo wściekać się na przyjaciółkę, że mnie tutaj zostawiła samą. W rogu pokoju leżał obiekt moich westchnień. Fakt, że był związany, zakneblowany i wyglądał jakby chciał rzucić we mnie Avadą jak tylko jakimś cudem uwolni swoje ręce z więzów, ale i tak był piękny. Jego tłuste włosy zdawały się żyć własnym życiem strosząc się jak futro wkurzonego hipogryfa. Czarne oczy nie ciskały piorunów, one obiecywały mi długą i powolną śmierć. Zwykle blade lico, przybrało teraz niezdrowo rumiany kolor.
-Sevisiu, nie ładnie Ci w różowym. - powiedziałam uśmiechając się do profesora z szaleńczą miłością w oczach, po czym odważyłam się wyciągnąć z jego ust knebel, czego prawdopodobnie powinnam pożałować, gdy tylko zaczął rzucać przekleństwami w moją stronę, jednak ja mogłam tylko siedzieć, wpatrywać się w jego cienkie usta z których wypływał ten boski dźwięk.  
-Panno... - zaczął, lecz ja mu przerwałam przykładając swój palec do jego ust, przez co przeszedł po moich plecach dreszczyk podniecenia.
-Mów mi Irene – szepnęłam na co on prychnął z irytacją, jednak chwilę później jego twarz rozjaśnił parszywy uśmieszek, który wielu uczniów przyprawiłby o zawał serca w wieku zdecydowanie przedzawałowym, jednak dla mnie był on w tym momencie jak powietrze. Czekałam na rozwój sytuacji. Czy coś powie i z okazji urodzin dostąpię tego zaszczytu słuchania jego głosu z tak bliskiej odległości po raz kolejny?
-Irene... - szepnął Severus unosząc się lekko, na tyle na ile pozwalały mu sznury Berty. Gdy wyszeptał moje imię, straciłam kontakt z rzeczywistością. Przed oczami miałam mały, czarny, mroczny domek, z ogródkiem w którym rosły różne paskudne ingrediencje do eliksirów. Wokół walały się zabawki, na huśtawce siedziała mała, czarnowłosa dziewczynka, którą huśtał jej starszy braciszek, z krzywym nosem. Na ławce w cieniu drzewa siedziałam ja i mój związany sznurami mąż.  
-Na niedoprane gacie Merlina, Irene.. - doszedł do mnie głos Naczelnego Postrachu Hogwartu i wróciłam na ziemię.
-Słucham cię, mój luby – powiedziałam uśmiechając się do profesora, na co on skrzywił się z niesmakiem.
-Gdybyś mogła mi rozwiązać te sznury mógłbym cię wziąć w ramiona i złożyć ci życzenia – powiedział szeptem patrząc mi prosto w oczy. Coś mi podpowiadało, że powinnam uważać, jednak ten wzrok wpatrujący się w moje oczy odebrał mi zdolność logicznego myślenia. Podniosłam różdżkę, wyszeptałam „Finite incantatem”. Po moich słowach sznury opadły, mężczyzna podniósł się na nogi, po czym ja prawie go przewróciłam rzucając się na niego. Jednak szybko znalazłam się na przeciwległej ścianie, odtrącona przez ukochanego.
-Severusie, zawsze wiedziałam, że lubisz ostrą grę – powiedziałam, jak mi się przynajmniej wydawało, uwodzicielskim tonem, po czym zaczęłam sunąć ku profesorowi, a on zaczął się cofać w stronę wyjścia z lochów. Gdy tylko napotkał na swojej drodze schody odwrócił się na pięcie i uciekł powiewając tym swoimi obszernymi szatami. Ja podniosłam się z kolan i pobiegłam za nim licząc, że to jakiś rodzaj gry wstępnej. Gdy dopadłam drzwi jego kwater poczułam silne zaklęcia chroniące tego miejsca, jednak Snape nie wiedział, że z zaklęć byłam akurat naprawdę dobra! Szybko pokonałam bariery i wparowałam do komnat samego Księcia Ciemności, rzuciłam się na szyję zdziwionego właściciela komnat i wpiłam się w jego lodowate usta.
Nie trwało to jednak długo gdyż chwilę potem skrępowana leżałam na jego łóżku, co jednak okazało się bardziej zemstą nietoperza niż grą wstępną i następnie wylądowałam powieszona za sznury za oknem najwyższej wieży Hogwartu. Ktoś by mógł pomyśleć, że były to najgorsze urodziny mojego życia, jednak nie.Swoje 21 urodziny będę wspominać do końca życia. Dlaczego? Bo Severusik mnie kocha! W końcu kto się czubi ten się...


-Bogowie, kobieto zamknij się wreszcie! – syknął czarnowłosy mężczyzna, przykrywając moją twarz poduszką. Chyba znów przez sen wspominałam naszą pierwszą randkę - jeśli można to tak nazwać. W każdym bądź razie, była to jedna z najbardziej romantycznych randek podczas naszej wspólnej podróży przez życie...



Taka tam urodzinowa pierdoła. Wymyślona, przez bardzo zmęczoną Invincible. Stanowczo powinnam iść się leczyć, wiem. Pierwsza notka w Magicznych dowcipach, pierwsze dwadzieścia jeden lat, na szczęście na tym się „pierwsze” kończy. Na zmarszczki i siwe włosy przyjdzie jeszcze czas! :D
Miała być dopiero jutro rano, bądź późnym wieczorem, jednak.. mimo wszystko dostawałam "pypcia" i po prostu musiałam tutaj to dodać. Nie wiem w ogóle dlaczego, ale to się wytnie :)))
_________________________________________________________________

3 komentarze:

  1. Wybacz, że dopiero teraz tu jestem ale no.. święta.. i cholerny zjazd rodzinny którego nienawidzę... -.- No, ale do rzeczy!
    Boże Święty... Będą miała uraz XD "Ujrzałam tańczącego Snape'a na rurze, z różą w zębach" Masz na myśli to? : http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://www.turbokrowa.pl/resources/pimg_w/83_1_czerwone_mankini_turbokrowa.jpg&imgrefurl=http://www.turbokrowa.pl/product.php?id%3D83&h=350&w=350&sz=12&tbnid=evkY1dl15K5e9M:&tbnh=90&tbnw=90&zoom=1&usg=__lATcF0_vyRUeP2CmccxlDnLxuFE=&docid=LQHhJGr8btHJCM&hl=pl&sa=X&ei=6GdVUd-ANIG3O-fzgagL&ved=0CEMQ9QEwBQ&dur=218
    Tak sobie właśnie wyobraziłam Sevcia :D Po prostu pękałam ze śmiechu czytając tą notkę i ... Moje płatki owsiane znalazły się na monitorze. Jesteś mi winna sprzątane monitora!
    Pozdrawiam XD
    Hahahahaha. No kurde przez Ciebie śmieję się jak dłupia :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nie z takimi majciochami, tylko porządnymi i mrocznymi slipami, ale coś w ten deseń :P
    Przepraszam, już biorę różdżkę i biegnę Ci wyczyścić monitor!
    No i cieszę się, że podziałało to na Ciebie śmiechogennie! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne *o* Wyobraziłam sobie Snape'a ubranego w różowe majtki z różą w buzi,uśmiechającego się do Cb xD

    OdpowiedzUsuń